Człowiek-Wiertło #8
05/12/09, 20:00:55
kategoria: wypociny zboona
autor: zboon
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (1 oddanych, średnia: 4 na 5)
Loading ... Loading ...

gangstas

Luigi na powitanie ucałował Antonio w dłoń, po czym ciężko westchnął i zaczął opowiadać swoim niskim, trochę nosowym głosem:
- Panie Antonio, dzisiaj, niedługo przed godziną siódmą wieczorem, kiedy to zwykłem zamykać mój bar, zobaczyłem przez witrynę, że na placu Garibaldiego parkują jakieś dwa odpicowane i błyszczące auta. Wysiadło z nich po trzech napakowanych Murzynów obwieszonych złotem. Od razu mi się nie spodobali - mieli poprzyklejane jakieś plastry w różnych miejscach, niektóre ich zęby były złote… Ba… Jeden miał nawet wszystkie zęby ze złota. Wydaje mi się, że musieli być pod wpływem jakichś narkotyków, zachowywali się dziwnie. Nienawidzę, kiedy ludzie biorą takie świństwa, bo są potem jak zwierzęta. Ale co miałem zrobić? Nie wpuścić ich? Bałem się, że w przypływie złości wybiją mi szybę czy co, to wolałem żeby sobie zjedli u mnie i poszli. Jak weszli, nie powiedzieli nawet “dobry wieczór”, tylko rozsiedli się jak królowie. Ich dziadkowie biegali po drzewach, a oni u mnie w barze tak się zachowywali! Ten bar to rodzinny interes, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Byli w nim razem ze mną moi dwaj synkowie, Giuseppe i Luca, a także córka, Marcella. Luca od razu poznał szefa czarnuchów, powiedział mi na ucho, że to jakiś gangster, D-Angelo, czy jakoś tak.

Na to imię Antonio nieznacznie się uśmiechnął. Ze śledztwa, które prowadził w sprawie pożaru u Władysława, wiedział że D-Angel to kuzyn podpalacza wskazanego przez świadków. Poza lekkim grymasem zadowolenia ze zbiegu okoliczności, na twarzy Farmazone’a nic innego nie wskazywało na to, żeby historia Włocha wywoływała w nim jakieś szczególne emocje, dlatego Luigi kontynuował opowiadanie:
- Powiedziałem więc mojemu synkowi, Luce, żeby stał za barem i miał w pogotowiu nabitą luparę, którą zawsze tam trzymamy. Żeby było szybko i sprawnie, postanowiliśmy, że obsłużymy przybyszów razem z Giuseppem, a Marcella miała przygotować razem z nami kanapki. Widzieliśmy jak te małpoludy gapią się na moją córkę, ona tym się trochę zdenerwowała. Jak już przygotowaliśmy im to co zamówili, to ona z nerwów poszła nosić ze mną i moim synem. Pierwszy szedł Giuseppe, potem ja, a z tyłu ona - nie widziałem jej, więc nie mogłem jej przypomnieć, że miała zostać z Lucą. Kiedy ja i Giuseppe podawaliśmy talerze, wszystko było w porządku. Mój syn już trochę odszedł, ja byłem jeszcze w pobliżu stolika tych czarnych, gdy zobaczyłem kątem oka, że jest jakiś kłopot z Marcellą. Gdy postawiła talerz, ten złotozęby D-Angelo złapał jej dłoń swoją małpią łapą i powiedział do niej: “A gdzie w tej kanapce sos, włoska suczko?”. Jak usłyszałem sposób w jaki zwrócił się do mojej córeczki, myślałem że mnie krew zaleje. Złapałem pierwszy lepszy przedmiot, który miałem pod ręką - była to pusta butelka na jednym ze stolików - podszedłem do stołu murzynów, odciągnąłem szybko córkę i rąbnąłem butelką w ich stolik, tak że zrobił się z niej elegancki tulipan, po czym krzyknąłem prosto w twarz tego ze złotymi zębami: “Wynocha z mojego baru, bo cię zabiję! Masz trzy sekundy!”. Ten gangster w odpowiedzi podniósł się z krzesła i zobaczyłem że wyjmuje pistolet. Gdy już wyciągał rękę z bronią w moim kierunku, ja odruchowo zrobiłem to, co nieraz robiłem w ringu bokserskim - szybkie zejście w lewo i dół na nogach, doskok z lewym prostym w tułów i atak prawym prostym nad jego uzbrojoną ręką, prosto na szczękę. Panie Antonio, ja trenowałem boks przez blisko dziesięć lat, na ringu zawodowym miałem osiem wygranych, w tym siedem przez knock-out i żadnej porażki. To było jakieś 30 lat temu, ale odruchy są te same, dodatkowo nie straciłem tak bardzo zwinności, a za to jestem dużo cięższy. Te dwa ciosy wysłały czarnucha w kosmos, gwiazdy zobaczył na pewno. Padł zupełnie nieprzytomny, ale przede mną było jeszcze pięciu. Na szczęście moi synkowie to dobra włoska szkoła, wrodzili się we mnie. Luca od razu wystrzelił z lupary, czym położył kolejnego bandytę, a innego ranił. Giuseppe chwycił stojak na kurtki i zaczął tłuc beznamiętnie następnego. Dla mnie pozostało więc dwóch oddzielonych ode mnie stołem. Już się byli podnieśli z siedzeń, to złapałem za blat tego stołu i przewróciłem go w ich kierunku. Zyskałem na tym trochę czasu, to mogłem złapać za krzesło i uderzyć od razu w jednego. Dobrze przyłożyłem, bo padł ogłuszony jednym ciosem na ziemię. Ostatni bandyta nawet nie stawiał za bardzo oporu - dostał cios w splot słoneczny i wyniosłem go na kopach z mojego baru. Potem wyrzuciliśmy z synkami pozostałych czarnuchów. Ci niby-gangsterzy to były jakieś napakowane świnie z siłowni, szprycujące się ciągle odżywkami i chemią. Myślą, że to dam im siłę, ale nie doceniają treningu bokserskiego, uczciwej kuchni opartej na makaronie, mięsie i jajkach. Dlatego daliśmy im bez kłopotu radę. Ale jestem pewien, że wrócą i teraz będą strzelać. Panie Antonio, nie mogę stracić mojego baru.

Jeśli taki Włoch, jak Luigi, przychodził po pomoc, oznaczało to, że naprawdę czuł się przyparty do muru. Antonio odchylił się w fotelu, przez chwilę ważył słowa, po czym rzekł:
- Luigi, mój przyjacielu. Gdyby wszyscy robili tak jak ty, to nikt nie musiałby mi płacić za protekcję. Uważam, że postąpiłeś jak przystało na dobrego ojca, a w dodatku dałeś popalić paru łajdakom. Ale masz rację, podejrzewam, że jak tylko wypuszczą ich ze szpitala, to sprawią ci wizytę. Pewnie nie w sześciu, ale w większą liczbę osób. Wydaje mi się, że będą ci kazali zapłacić jakąś znaczną kwotę w ramach “odszkodowania”, a potem będą chcieli cię zabić. Ale spokojnie, wiem co zrobimy. Mam pomysł, który bardzo chętnie wprowadzę w życie, ponieważ jeden z moich przyjaciół również ma sprawę do tego D-Angela.

***

D-Angel kipiał wściekłością. W szpitalu spędził jeden dzień i cały ten czas obmyślał co zrobić Luigiemu. Ponieważ planowanie, podobnie jak inne czynności wymagające pracy mózgu, nie należało do jego mocnych stron, obmyślił bardzo prosty sposób działania i między kolejnymi badaniami, które przechodził, organizował już telefonicznie ludzi i broń. Jego kumpel, 3Hugga, który został najbardziej porażony strzałem z lupary, musiał być hospitalizowany przez najbliższy miesiąc, od razu odpadał. Mimo to, czarny gangster zdołał zgromadzić grupkę dziesięciu swoich znajomych, z którymi umówił się na osiemnastą, zaraz po wyjściu ze szpitala, na szybką naradę i akcję. Tak żeby z zemstą zdążyć jeszcze przed 19, kiedy to Luigi zwykł zamykać swój przybytek.

Cała ta sytuacja bardzo mocno godziła w gangsterskie ego D-Angela. Nie bolało go to, że miał pękniętą szczękę. Żadnym problemem nie było też oczywiście wstrząśnienie mózgu. Wkurzało go, że został pobity przez ponad pięćdziesięcioletniego makaroniarza na oczach swoich kumpli. Nie padł ofiarą przeważającego liczebnie wroga, czy niespodziewanego ostrzału z broni palnej. Jeden cios prosto w głowę od jakiegoś gościa serwującego kanapki i odpadł z zawodów - to było naprawdę bolesne. Gdyby Włosi od razu przywitali ich ogniem obrzynów, sprawa miałaby się zupełnie inaczej. Byłby pewnie nawet zadowolony. Gdyby został zdradziecko postrzelony, miałby dobry temat na opowieści, mógłby napisać o tym piosenkę, może zainteresowałby jakiegoś producenta czarnej muzyki. Co prawda kiedyś już dostał kulkę i o samym fakcie postrzału lubił opowiadać, ale niewygodną prawdą o tym zdarzeniu było to, że postrzelił się sam próbując okraść z kolegami jakiegoś białego biznesmena.

Po D-Angela przyjechało dwoma samochodami czterech jego czarnych kolegów - tych samych z którymi brał udział w bijatyce u Luigiego. Z pozostałymi sześcioma, którzy mieli brać udział w akcji odwetowej, byli umówieni na naradę w mieszkaniu braci Bubba. Gdy już tam dotarli, wszyscy czekali na zewnątrz. Ponieważ D-Angel nie miał wiele do przekazania swoim przyjaciołom, uznał że skoro już zgromadzili się na dworze, nie ma potrzeby wchodzić do budynku.

Wszyscy zaangażowani w zemstę na Luigim ustawili się w kręgu wokół D-Angela. Ten krążył wewnątrz, wtajemniczając swoich podwładnych w swoje zamiary. Pokrzykiwał przy tym głośno, często rymował, swoje wypowiedzi okraszał wymyślnymi przekleństwami i opisami tego co zrobi Włochowi, gdy ten już wpadnie w jego ręce. W planie było podjechanie przed bar ofiary, szybkie wyjście z samochodów, wtargnięcie do środka, ostrzelanie baru tak, żeby goście uciekli, a następnie wyciągnięcie kasy od właściciela w ramach “zadośćuczynienia” i później zabicie go. Ewentualnym dodatkiem mogło być pobicie jego synków i porwanie ich siostry w celu późniejszego jej zgwałcenia. Gwałtu nie można było dokonać na miejscu, ponieważ przewidujący D-Angel uznał, że dość szybko może zjawić się policja. Na całą akcję jechali swoimi dwoma samochodami - ten który miał większą tubę basową w bagażniku miał jechać z przodu z włączoną maksymalnie głośno muzyką. Do pierwszego auta zostało przydzielonych sześciu czarnoskórych gangsterów, do drugiego pięciu pozostałych, w tym sam D-Angel.

Pierwsza niedoskonałość planu wyszła na jaw zanim jeszcze zaczęli wsiadać. Kierowca D-Angela, Finamo, najbardziej rozgarnięty z całej grupy, zauważył że samochody mają tylko po pięć miejsc, więc sześciu gangsterów nie wejdzie. D-Angel, gdy to usłyszał, rozejrzał się nerwowo wokół siebie, zamyślił przez moment, po czym wyrzucił z siebie kilka przekleństw. Później znowu się zamyślił. I potem znowu zaklął soczyście. Żadne rozsądne rozwiązanie nie przychodziło mu do głowy, uznał więc że trzeba będzie sięgnąć po ostateczność - jeden z gangsterów pojedzie na akcję w bagażniku. Ponieważ w tyle pierwszego auta znajdowała się wielka tuba basowa, Tiny Bob Bubba, najmniejszy z całej drużyny, został przeniesiony z samochodu, który miał jechać przodem, do bagażnika drugiego auta.

Tiny Bob Bubba był najstarszym i najmniejszym z trójki rodzeństwa Bubba. Zawsze był bity i poniżany przez swoich młodszych braci, dlatego nawet nie protestował, gdy usłyszał w jaki sposób zostanie przetransportowany w miejsce docelowe. Na potrzeby akcji został wyposażony w pistolet. Poza nim w tym samym samochodzie jechali jego braciszkowie - Big Bob Bubba oraz Bob Bubba, znani też jako Trible-B i Double-B. Rodzice całej trójki Bubbów dali im takie same imiona z lenistwa i trochę dla bezpieczeństwa - żeby poszczególni bracia nigdy im się nie mylili. Przydomki “Tiny” i “Big” zostały nadane przez kolegów z osiedla ze względu na różne warunki fizyczne poszczególnych braci. W zasadzie to pół-braci, bo choć nikt tego nie wiedział (łącznie z ich matką), to każdy z Bubbów miał innego ojca. Stąd też brały się duże różnice w aparacji poszczególnych gangsterów. Triple-B otrzymał do walki gruby łańcuch, a Double-B - UZI.

Kierowcą auta w którym jechało rodzeństwo Bubbów był Finamo - tylko on w całej drużynie posiadał prawo jazdy. Kupił je co prawda od pasera, ale jako najbystrzejszy ze wszystkich gangsterów był jedynym, który przystępował kiedykolwiek do egzaminu. O ile nie miał problemów z opanowaniem jazdy samochodem, o tyle egzaminu nigdy nie zdał, bo lotności umysłu nie starczało już mu na wystarczająco dobre przyswojenie przepisów ruchu drogowego. Finamo w poprzedniej bójce z Luigim i jego synkami był tym, który został pobity przez Giuseppe, syna Luigiego, wieszakiem na płaszcze. Na potrzeby akcji odwetowej kierowca został wyposażony w shotguna.

Piątym gangsterem jadącym tym samochodem był Lil Lock, ten który od Luigiego dostał krzesłem. Nie doznał poważnych obrażeń, ale uderzenie kantem zwaliło go wtedy z nóg i zamroczyło na kilka minut. Ból głowy ciągle się utrzymywał, ale był na tyle znośny, że gangster mógł chwycić za UZI i ruszyć po zemstę na Włochu.

Ostatnim w samochodzie trójki braci Bubbów, Finamo i Lil Locka był złotozęby szef całej operacji, D-Angel. Lewa część jego twarzy była solidnie spuchnięta z powodu pęknięcia szczęki, które zafundował mu Luigi. Nie przeszkadzało to jednak gangsterowi kierować całą akcją. D-Angel miał w planach zabicie Włocha w wyjątkowo brutalny sposób, dlatego jechał uzbrojony w maczetę.

Gangsterzy z auta jadącego przodem włączyli głośną muzykę i kolumna dwóch samochodów ruszyła. Dzięki dobremu nagłośnieniu i soczystym basom można było tę kawalkadę usłyszeć w promieniu kilkuset metrów. Około pięć minut od wyjazdu dała się jednak we znaki kolejna słabość planu D-Angela. Ze względu na agresywne nastawienie jadących oraz nie najlepsze umiejętności kierowców i bardzo głośną muzykę, pierwszy z samochodów został zatrzymany przez policję. D-Angel, gdy widział przez przednią szybę ten nieszczęśliwy zbieg okoliczności, zaklął siarczyście pod nosem. Wiedział bowiem doskonale, że zatrzymani za nieprzepisową jazdę i głośne zachowanie w miejscu publicznym towarzysze będą mieli poważne kłopoty, gdy tylko funkcjonariusze odkryją arsenał broni, który ze sobą wieźli. Dlatego od razu mógł wykluczyć cały samochód z akcji. Z jedenastu gangsterów zostało więc tylko sześciu. Na szczęście nikt nie doczepił się do auta D-Angela, a pasażerowie uzbrojeni w dwa UZI, pistolet, shotgun, łańcuch i maczetę powinni dać radę zniszczyć bar znienawidzonego Włocha. Pozostałą część drogi D-Angel jechał jednak kiwając z niedowierzaniem głową i wyklinając złośliwość losu oraz rasizm policji.

***


0 komentarzy
komentuj



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki Gry Darmowe Blogi noclegi nad morzem sprzęt fitness http://antykwariat.biz Stomatolog Wrocław