Człowiek-Wiertło #7
29/11/09, 15:31:56
kategoria: wypociny zboona
autor: zboon
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (2 oddanych, średnia: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

heroin_doctor

Vitaliy od dziecka był pasjonatem chemii i medycyny. Urodził się na rosyjskiej wsi, ale ze względu na wybitne zdolności zaczął szybko wyjeżdżać na stypendia. Najpierw do szkoły do stolicy kraju, później na studia do Europy zachodniej. Wiedzę przyswajał niesamowicie szybko, co w połączeniu z jego zamiłowaniem do czytania podręczników w każdej wolnej chwili i zwinnością w posługiwaniu się skalpelem oraz sprzętem laboratoryjnym było mieszanką wybuchową. Podczas studiów zaczął eksperymentować z różnymi substancjami chemicznymi na sobie. Uzależnił się od alkoholu i narkotyków własnej produkcji. Na trzeźwo był wybitnym rzemieślnikiem, a pod wpływem środków odurzających stawał się medycznym artystą - wynajdował wtedy nowe związki i opracowywał szalone, ale genialne zarazem teorie. Gdy wracał do kraju, w wieku 29 lat, wyglądał już na 20 lat starszego niż był w rzeczywistości - zaniedbane, siwiejące i przerzedzone włosy, blada skóra, przygarbiona sylwetka. O jego młodym wieku mogło świadczyć jedynie bystre spojrzenie, trochę rozbiegane i świdrujące. Rosyjska krew w żyłach Vitaliya dodawała temu spojrzeniu coś dzikiego - jasne oczy zdawały się skrywać jakąś tajemnicę i nigdy nie pozwalały na odgadnięcie prawdziwych myśli medyka.

Taki talent nie mógł w Rosji pozostać niezauważony przez służby specjalne i wojsko. Medyk zaczął pracować dla armii. Jego specjalnością stały się przeszczepy. Po trzech latach, gdy okazało się jaki jest dobry, zaczął kierować zespołem biomechaników i inżynierów pracujących nad implantami z materiałów sztucznych do zastosowań militarnych. Gdyby pracował w Stanach Zjednoczonych, musiałby liczyć się z prawem, w Unii Europejskiej z etyką, wszędzie indziej z brakiem pieniędzy w wojsku. W Rosji mógł natomiast przeprowadzać badania na niewyobrażalną wprost skalę. Genialność jego umysłu i wyobraźnia wspomagana narkotykami sprawiły, że po pięciu latach jego osiągnięcia starczyłyby na niejedną Nagrodę Nobla w dziedzinie szalonej medycyny. Jednak wszystko co robił było ściśle tajne i nikt nie słyszał o jego dokonaniach.

Mimo, że kontrolował ilość używek, którymi się stymulował, lata regularnego ćpania odciskały wyraźne piętno na jego umyśle - narkotyki i nauka stały się dla niego wartościami absolutnymi - ojczyzna, czy dobra materialne przy nich nie miały żadnego znaczenia. Przełożeni i współpracownicy widzieli to, doskonale wiedzieli, że Vitaliy jest nieprzewidywalny i że był gotów sprzedać się każdemu, kto zapewni mu dobrze wyposażone laboratorium oraz nieskrępowany dostęp do używek. Brak ideałów oraz wszystkie informacje w których posiadaniu był naukowiec sprawiły, że uznano go za niebezpiecznego dla Rosji i postanowiono zlikwidować. Medyk przypadkowo odkrył zamiary wobec własnej osoby i już godzinę później upozorował własną śmierć, spakował się i wyjechał autobusem z kraju. Dzięki swojej pracy miał liczne kontakty oraz pieniądze. Z łatwością zdobył nową tożsamość i po miesiącach tułaczki po Afryce schronił się w RPA. Tam zrobił błyskawiczną karierę jako medyk sportowy, po ośmiu miesiącach zdobył posadę dietetyka reprezentacji biegaczek. Zmienił swoje zawodniczki w prawdziwe cyborgi i na wygranych mistrzostwach świata, choć nie miały one problemu z przejściem kontroli antydopingowej, pojawiły się problemy z testami na ich płeć. Ponieważ o sprawie zrobiło się głośno w światowej prasie, Vitaliy wyjechał do Niemiec, gdzie zabrał się za kulturystów. Medyk nie miał skończonych jeszcze 45 lat, gdy jego zawodnicy wygrywali wszystkie możliwe turnieje. Na swoje nieszczęście, również na polu dietetyki w kulturystyce stawał się coraz słynniejszy. W dniu 46. urodzin cudem uniknął zamachu bombowego na własne życie. Bez trudu odgadł, że to znowu Rosjanie. Wtedy zwrócił się z pomocą do Antonio. Mafioso nie mógł oczywiście stawić czoła rosyjskim służbom, ale był w stanie sprawić, że Vitaliy zniknął na dobre z pola widzenia swoich prześladowców. Dał naukowcowi schronienie i pieniądze, otworzył mu mały zakład chirurgii plastycznej. W zamian za to pozyskał wsparcie medyczne jednego z najgenialniejszych przedstawicieli tego fachu.

Teraz Vitaliy miał zająć się Władysławem. Naukowiec widział, że będzie miał duże pole do popisu w dziedzinie implantologii i kreatywnej chirurgii plastycznej. Co więcej, był świadom że jeśli nasz bohater miał wziąć odwet na Schreiberze oraz własnoręcznie odbić córkę, z pewnością nie wzgardzi żadnym z pomysłów, który zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu. Koncepcja, którą przedstawił podczas narady Antoniemu i swojemu pacjentowi, choć wzbudziła ich duże zdziwienie, została zaakceptowana. Farmazone zastanawiał się, czy nie powinien oponować, ale widząc determinację Władysława uznał, że powinien pozwolić na wszystko co chciał zrobić naukowiec.

W planie było szybkie zdobycie kilku nowoczesnych implantów, stworzenie z Władysławem dwóch własnych - takich, które pozwoliłyby mu wiercić - a następnie parę miesiący intensywnej rehabilitacji i treningów połączonych z wysokoodżywczo - hormonalną dietą wynalezioną przez naukowca. W tym czasie Władysław mógł kontaktować się z matką wyłącznie listownie przez posłańca, który sprawdzał, czy czytane przez panią Janinę listy są spalane. Policja umorzyła śledztwo w sprawie pożaru w kamienicy i zniknięcia Natalki, mimo że świadkowie podali rysopis podejrzanego. Antonio nigdy nie umarzał swoich śledztw - zdobył więc ten rysopis wraz z namiarem na człowieka, który mógł wiedzieć, gdzie podpalacz się znajduje. Farmazone wiedział, że Schreiber, choć gra nie fair, nie jest zwierzęciem. Nie mógł skrzywdzić porwanej Natalki, jeśli nie postawił żądań wobec jej ojca, którego chciał ukarać. A z Władysławem nie mógł się skontaktować, bo nie wiedział gdzie on się znajduje. Dlatego Vitaliy miał czas na pracę nad naszym bohaterem tak długo, jak wszystko było utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Antonio zastanawiał się tylko nad dwiema rzeczami - kiedy Władysław powinien uderzyć i jak ma dostać się do Schreibera. Niecałe dwa miesiące od rozpoczęcia pracy naszego bohatera z rosyjskim naukowcem zdarzył się jednak przypadek, który dał odpowiedź na te wątpliwości Farmazone’a.

***

Wieczór. Antonio siedział za masywnym dębowym biurkiem w swoim gabinecie - przestronnym pomieszczeniu urządzonym w staromodnym stylu. Jedynym źródłem światła była wisząca pod sufitem mosiężna lampa wykonana przez jakiegoś lokalnego artystę i podarowana ojcowi chrzestnemu w podzięce za wstawiennictwo na uczelni podczas kłopotów. Eleganckie stuletnie meble, gustowne obrazy wiszące na ścianach i unoszący się w powietrzu aromat drogich cygar sprawiały, że było to ulubione miejsce Antonia do załatwiania papierkowej roboty i przyjmowania gości.

Farmazone jak zwykle miał na nosie ciemne okulary. Pracował na laptopie i zabierał się do czytania kolejnego maila, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - odpowiedział.
Do pokoju wszedł Małpa i zaczął:
- Panie Antonio, przyszedł Luigi, ten Włoch, który ma swój bar na placu Garibaldiego. Od dziesięciu lat płaci nam za protekcję i teraz przyszedł prosić o pomoc.
Antonio odchylił się na te słowa w fotelu i na chwilę zamyślił, po czym odparł:
- Ach, stary dobry Luigi! Uwielbiam jego kanapki. Wprowadź go, proszę.

Małpa wyszedł i po chwili w gabinecie znalazł się Luigi. Postawny Włoch, nieco po pięćdziesiątce. Na jego głowie pojawiały się pierwsze siwe włosy, które dodawały mu dostojności. Barman był świetnym przykładem na to, że każdy zawód wykonywany przez odpowiedniego Włocha może stać się sztuką, nawet jeśli jest to robienie i podawanie kanapek. Antonio pamiętał, że za każdym razem, gdy zachodził do baru coś przekąsić, Luigi zawsze był ubrany w jasną, dobrze skrojoną i czystą koszulę, często pod krawatem. Każdy jego ruch był precyzyjny i dopracowany do perfekcji. Sposób w jaki polewał kanapki sosem, zawijał je w serwetki, czy wręczał klientowi wskazywał na mistrzostwo w tej sztuce. Przygotowywane przez niego dania były prawdziwymi arcydziełami w dziedzinie smaku. Co więcej, Włoch zawsze zachowywał się w sposób uprzejmy, godny, a jego manier mógłby pozazdrościć niejeden dyplomata. Chociaż Farmazone nie wiedział skąd dokładnie pochodził Luigi, zgadywał że z Sycylii. Zdradzało to jego spojrzenie - dumne, ale nie wyniosłe. Spojrzenie, w którym można było znaleźć odbicie sycylijskich gór, drzewek oliwnych, świeżego powietrza i wolności - ale nie wolności dzikiej jak w oczach niektórych Słowian, czy Arabów.

Gdy Farmazone widział z jaką godnością i pewnością siebie Włoch zbliżał się do biurka i siadał na wskazane mu miejsce, zastanawiał się kto mógł być tak głupi, by zadrzeć ze wspaniałym Luigi. Musiał to być ktoś naprawdę silny i zły, albo… Tak, Antonio ani trochę się nie zdziwił, gdy usłyszał, że zrobiła to grupka czarnych gangsta-raperów. Ale po kolei…


0 komentarzy
komentuj



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki Fotomodelki english schools dublin angielski dublin prace wysokościowe wrocław Fotomodelki Hostessy