Człowiek-Wiertło #6
26/11/09, 19:51:05
kategoria: wypociny zboona
autor: zboon
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (1 oddanych, średnia: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

park_noca

- Cześć, Jackie. - usłyszał przyjazny głos napastnika.
- Dobry wieczór, kto ty? - odpowiedział zaskoczony inspektor. Z pistoletem przy skroni nie można czuć się zbyt pewnym siebie, jednak Jackie robił wszystko, żeby nie dać po sobie poznać zdenerwowania. Na dowód tego kontynuował palenie papierosa tak jakby nie zauważył, że zaledwie centymetry od jego głowy znajdowała się mała ołowiana kulka, która bardzo chętnie wywierciłaby otworek w jego czaszce, rozszarpała mózg i pozbawiła go życia.
- Oj, nie poznajesz mnie? To ja, Karl. Chyba będę musiał częściej cię odwiedzać. - odparł wyraźnie zadowolony z siebie napastnik.
- Karl, hehe. Przysłał cię Antonio Farmazone, twój ojciec chrzestny? Czy przyszedłeś tak dla zabawy?
- Antonio chce żebyś odpowiedział mi na dwa pytania. Nie chcę marnować za dużo naszego czasu, więc mów jasno i konkretnie. Kto stoi za pożarem w kamienicy na Fiołkowej i czy znaleźliście na miejscu jakieś zwłoki? - Karl był teraz bardzo stanowczy. Po tonie głosu bardzo łatwo można było poznać, że dość często przystawiał ludziom pistolet do skroni. I pewnie bez wahania mógł pociągnąć za spust.
- Gnojku, grozisz mi? Jestem policjantem, dobrze wiesz co cię za takie coś może czekać…
- Jestem płatnym zabójcą… Dla mnie zabić ciebie to jak splunąć. Masz dwa wyjścia: odpowiadasz mi na pytania i każdy idzie w swoją stronę, albo, jeśli powiesz teraz cokolwiek innego niż to, co chcę usłyszeć, ja pójdę w swoją stronę, a twój mózg będzie jutro zbierany przez kolegów z pracy. Mów: kto odpowiada za pożar i czy znaleźliście tam jakieś zwłoki? - Karl, żeby lepiej uświadomić swojemu rozmówcy powagę sytuacji, przycisnął mocniej pistolet do jego głowy.

Na twarzy inspektora pojawił się grymas niezadowolenia. Jackie zastanawiał się przez chwilę co dokładnie powiedzieć, ale w końcu doszedł do wniosku, że najlepiej będzie po prostu współpracować z napastnikiem. Sprawa tego pożaru nie wydawała się być szczególnie istotna, zaczął więc powoli odpowiadać:
- Nie znaleźliśmy żadnych zwłok. Facet był żywy i został przewieziony do szpitala, ale ktoś go stamtąd zabrał i nie wiemy gdzie jest teraz. Za pożarem stoi oczywiście Schreiber, nie wierzę żeby Antonio Farmazone o tym nie wiedział. - na te słowa Karl się uśmiechnął. Oczywiście, że Farmazone od razu odgadł, że za całą sprawą stoi Schreiber, to była standardowa metoda jego działania, kiedy ktoś zalazł mu za skórę. Chciał jednak mieć potwierdzenie z policji. Bardziej Karla uszczęśliwiła jednak informacja, że nikt jeszcze nie zorientował się, że Władysław przebywał ukryty w jednym z domów Antonia.
- Dzięki, Jackie. Wiedziałem, że można na tobie polegać. Spadam stąd, nie odwracaj się i nie ruszaj przez jakiś czas.
- Ale co ci po tym co powiedziałem? Przecież Antonio Farmazone nie może zrobić nic Schreiberowi za to, że spalił chatę kolesiowi, który pomagał przy kradzieży jego dokumentów. To byłaby wojna. - wypalił jeszcze Jackie, kiedy Karl już się oddalał.
- Ojciec chrzestny na pewno coś wymyśli. - odpowiedział Karl celując ciągle w głowę Shortbarrela i znikając w cieniu drzew.

***

Władysława wyrwało ze snu lekkie potrząsanie za ramię. Otworzył prawe oko i zobaczył budzącego go mężczyznę, tego samego, którego widział gdy obudził się poprzednio. W nogach łóżka, na krześle, siedział inny człowiek - elegancko ubrany, ale nienależący do szczupłych, mający nieco ponad czterdzieści lat - więc trochę starszy od naszego bohatera. Oczy siedzącego skryte były za ciemnymi okularami.
- Władysławie, witam Cię w moim domu. Jestem Antonio Farmazone, ale jako mój przyjaciel możesz zwracać się do mnie po prostu “panie Antonio”. - zaczął siedzący.

w odpowiedzi na te słowa Władysław zmrużył na chwilę oko w zamyśleniu, próbując dojść do tego skąd wziął się w tym miejscu. Pamiętał tylko płomienie i krótkie przebłyski ze swoich snów - kosmiczne podróże, topienie się i człowieka z żelazkami w dłoniach. Nie był pewien co z tego było prawdziwe, a co tylko wytworem wyobraźni. Antonio gestem dłoni nakazał drugiemu mężczyźnie opuścić pokój, a gdy ten zamknął za sobą drzwi, Farmazone kontynuował:
- W twoim domu, drogi Władysławie, był pożar. To było podpalenie.
- Co z moją Natalką i mamusią? - przerwał mu Władysław z trudem cedząc słowa.
- Dla pani Janiny, twojej matki, wynajęliśmy mieszkanie. Jest bezpieczna i nic jej się nie stało. Córka, Natalka, prawdopodobnie jest cała i zdrowa, ale nie wiemy gdzie jest. Porwał ją Schreiber, człowiek odpowiedzialny za podpalenie. To jego zemsta za to, że ukradliśmy mu dokumenty. Zachował się jak tchórz, doskonale wiedział, że ty zostałeś tylko wynajęty do tej pracy i nie miałeś pojęcia o tym co robisz. Powinien był uderzyć we mnie, nie w bezbronnego ciebie. Władysławie, zrobię co w mojej mocy, żeby ci pomóc. Nie mogę jednak osobiście zaatakować Schreibera, bo on nie zaatakował bezpośrednio mnie. Gdybym wysłał moich ludzi, żeby wzięli odwet za podpalenie i porwanie, rozpętałoby to nową wojnę, a teraz nie mogę sobie na to pozwolić. Pomogę ci jednak tak jak tylko będę potrafił i nie będę szczędził pieniędzy, żebyś odzyskał córeczkę.
- Nie chcę pieniędzy, chcę odzyskać moją Natalkę! - wysyczał Władysław, a z prawego oka popłynęły mu łzy - Nie zrozumiesz tego, gangsterze, jak bardzo chcę moją Natalkę!

Słowa te okrutnie dotknęły Antonia. Nie mógł znieść myśli o tym, jak wielkie cierpienie zesłał na nieświadomego czegokolwiek Władysława. Dodatkowo Farmazone świetnie go rozumiał. Gdy patrzył na rozpacz leżącego przed nim człowieka, jak żywe stawały przed nim wspomnienia tego, co czuł niecałe dwadzieścia lat temu, gdy zamordowano jego bratanicę, Gigi. To na nim spoczywał obowiązek opiekowania się nią od czasu gdy zginął jej ojciec, a jego brat. On ją, anielsko piękną i niewinną, pokochał jak własną córkę i później stał się powodem dla którego zginęła w zamachu. Śmierć ta sprawiła, że po raz pierwszy i ostatni zupełnie stracił zimną krew - wpadł w zwierzęcy szał, rozpętał wojnę na wielką skalę, zaczął własnoręcznie zabijać ludzi. Dopiął swego - zemścił się - ale zginęły przez to dziesiątki niewinnych osób. A Gigi i tak nie odzyskał. Nie chciał sprawić, żeby taka sytuacja powtórzyła się. Dlatego postanowił pomagać Władysławowi na wszelkie możliwe sposoby, ale tak by nie dopuścić do rozlewu niepotrzebnej krwi.

Mimo, że umysł Antonia był jak wzburzone morze targane przez wspomnienia, na jego twarzy nie rysowały się żadne emocje. Być może oczy zdradziłyby jakieś uczucia, jednak one pozostawały skryte za ciemnymi okularami. Za to oblicze Władysława, mimo, że był unieruchomiony w łóżku i w dużej mierze zabandażowany, kipiało wprost bólem i narastającą obawą o córkę.

- Władysławie, razem sobie poradzimy, obiecuję ci. - Farmazone spróbował dodać otuchy naszemu bohaterowi. Władysław w odpowiedzi ściągnął brwi, a jego oblicze przyjęło wyraz gniewu. Postanowił wyjąć ręce spod kołdry i zacisnąć pięści, jakby do boju.

W tym momencie nasz bohater przeżył prawdziwy horror. Coś jak abstrakcyjny, straszny sen, z którego nie można się obudzić. Gdy zobaczył swoje ramiona, wyraz zacięcia momentalnie znikł z twarzy, ustępując miejsca przerażeniu. Jego prawemu oku ukazał się straszny widok - obie jego ręce były pozbawione dłoni. Zobaczył dwa elegancko zabandażowane kikuty, przy lewym ostał się jedynie kciuk.

To było jak koszmar. Władysław otworzył usta, wydając z siebie głuchy jęk. Z jego prawego oka znowu popłynęły łzy. Lewego oka nie miał. Nasz bohater wciąż nie zdawał sobie sprawy w jakim stanie się znajdował. W wyniku eksplozji, która rzuciła nim o ścianę, z jego dłoni zostały strzępy, stracił też lewe oko. Zanim zjawiła się straż pożarna, biedak doznał bardzo rozległych poparzeń, a jego nogi zostały zmiażdżone przez płonącą belkę, która urwała się z sufitu. Przewieziony do szpitala został poddany szeregowi operacji, musiał być reanimowany, amputowano mu lewą stopę i prawą nogę od kolana w dół. Dwa dni później Antonio przekupił sanitariusza pilnującego Władysława i przewiózł go potajemnie do swojego domu. Nasz bohater przez tydzień znajdował się w śpiączce. Teraz przebudził się tylko po to, by przeżywać najgorszy horror w swoim życiu. Nie wytrzymał tego - z rozpaczą wyksztusił tylko: “jak ja teraz będę wiercił?!”, zaczął się dusić i znowu stracił przytomność.

Antonio na ten widok zerwał się z krzesła, rzucił nerwowo: “Vitaliy!”, po czym dopadł do łóżka i sprawdził puls Władysława. Gdy zorientował się, że nasz bohater miał się w porządku, odetchnął z ulgą. Parę sekund później do pokoju wpadł blady człowiek w białym fartuchu.
- Co z nim? - zapytał nerwowo z silnym rosyjskim akcentem przybysz.
- Nie, nic. Facet miał dużo nerwów, bałem się, że to może zawał. Ale chyba śpi. - odparł Antonio.
Na te słowa Vitaliy podszedł do pacjenta i sam sprawdził puls. Następnie położył rękę na zabandażowanej klatce piersiowej Władysława i sprawdził, że nasz bohater oddychał teraz spokojnie.
- Vitaliy - zaczął Antonio, po czym położył rękę na ramieniu medyka i odwrócił go w swoją stronę. Spojrzał w oczy Rosjanina i kontynuował poważnie:
- Ten człowiek cierpi przez to, że mi pomógł. Ja nie mogę własnoręcznie ukarać winowajcy, ale widzę, że biedny Władysław zrobi wszystko, żeby dopaść sukinsyna, który doprowadził go do tego stanu. Proszę cię żebyś sprawił, że Schreiber na długo będzie pamiętał spotkanie z naszym przyjacielem, kiedy ten go odnajdzie. Wybadaj co da się dokładnie zrobić, a jak już będziesz wiedział, to porozmawiamy z Władysławem i razem wszystko ustalimy.

Po tych słowach Antonio wyszedł z pokoju zostawiając Vitaliya samego ze swoim pacjentem. Medyk sprawdził dokładnie jak bardzo uszkodzone było ciało Władysława. Podczas oględzin, gdy widział brak dłoni, urwane stopy i konieczność przeprowadzenia kilku operacji plastycznych, zaczął uśmiechać się na samą myśl o tym jak bardzo będzie mógł pomóc naszemu bohaterowi. Po oględzinach skontaktował się z paroma znajomymi ze starych lat i już tego samego dnia miał opracowaną koncepcję tego w jaki sposób poprawić ciało Władysława. I bynajmniej nie była to koncepcja, która mogłaby się zrodzić w umyśle zdrowego człowieka.

***

dwa kolejne fragmenty są już spisane, do końca będzie jeszcze tak na oko z 6 ;)


1 komentarz
komentuj

haha, genialne :D

11.26.09 @ 20:27:51 zv:



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki tworzenie stron internetowych odzież reklamowa lunety komputery stacjonarne Biuro tłumaczeń projekty domów