Człowiek-Wiertło #3
05/11/09, 3:25:12
kategoria: wypociny zboona
autor: zboon
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (2 oddanych, średnia: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

wasy

Pan Eugeniusz był lokalną złotą rączką, twierdził że potrafi wszystko. I trzeba mu oddać, że w promieniu pięciu kamienic nie było lepszego fachowca od niego. Dlatego zawsze, gdy komuś popsuł się kran, albo trzeba było zrobić jakiś mały remoncik, wzywany był pan Eugeniusz. Mężczyzna koło pięćdziesiątki, szczupły, z grubym wąsem i do tego kawaler. Miał doświadczenie, wiedzę i wszystkie potrzebne narzędzia. Sąsiadki ułożyły nawet rymowankę na jego cześć:
“Pan Eugeniusz,
Złota rączka - geniusz”.
Poproszony o pomoc, swoim zwyczajem odpowiedział: “Zaraz to zrobimy, pani Janinko”, po czym udał się z nią do jej mieszkania.

Wspólnie ustalili gdzie dokładnie ma zostać wkręcony kołek, po czym pan Eugeniusz z namaszczeniem wyjął z torby wysłużoną wiertarkę, założył na nią nasadkę udarową, rozłożył na stole wszystkie wiertła i ze znawstwem w oku wybrał to, które jego zdaniem było najlepsze. Po tych zabiegach, którym z podziwem przyglądała się pani Janina, pan Eugeniusz wdrapał się na krzesło, przyłożył czubek wiertła do wyznaczonego punktu i nacisnął spust wiertarki. Wbrew temu co chciał osiągnąć, wiertło ani myślało zagłębić się w ścianę. Nawet kiedy fachowiec zaparł się porządniej i natarł ciężarem swojego ciała, ściana została nietknięta, udało mu się jedynie zadrzeć tapetę. Po kilku próbach zaskoczony pan Eugeniusz powiedział:
- Pani Janinko, pani przyniesie mi szklankę wody, muszę ostudzić wiertełko.
- Tak, tak, oczywiście! - odparła matka Władysława, po czym ruszyła pędem do kuchni. Nie minęło piętnaście sekund jak była już z powrotem. W tym czasie fachowiec podjął kolejną próbę nawiercenia otworu - znowu nieudaną. Wziął więc szklankę, a zanurzane wiertło aż zasyczało przy kontakcie z wodą, takie było gorące.

Pan Eugeniusz próbował jeszcze parokrotnie z tym samym wiertłem, potem wziął cieńsze i po kilku nieudanych razach, wycierając pot z czoła, oznajmił:
- Pani Janinko, chyba trafiliśmy na zbrojenie. Spróbujemy zrobić dziurkę obok.
- Tak, tak, oczywiście! - odparła pani Janina. Co miała w końcu powiedzieć, jeśli takie były zalecenia fachowca?

Niestety, również w miejscu obok pan Eugeniusz nie mógł nawiercić otworu. Kiedy tak się męczył, a pani Janina obserwowała go z podziwem, do domu wrócił Władysław. Z powodu hałasu wiertarki nikt nie usłyszał przybysza. Władysław stanął więc w drzwiach pokoju w którym trwał pojedynek fachowca z niesforną ścianą i w milczeniu przyglądał się całej sytuacji. Po kilku minutach pan Eugeniusz opadł z sił i powiedział zrezygnowany w kierunku pani Janiny:
- Pani Janinko, coś z tą ścianą jest nie tak. Ani tu, ani tu nie da rady się w nią wwiercić. - po tych słowach zauważył stojącego w drzwiach Władysława:
- O, kto to przyszedł! Władysław, ale on urósł, pani Janinko!
Pani Janina odwróciła się w stronę Władysława i rozpromieniona powiedziała:
- O, synek! Czemu tak stoisz i nic nie mówisz?
- W pracy byłem, mamusiu. Dzień dobry panu. - odparł obojgu Władysław.
- Myślę, że spróbujemy nawiercić dziurkę na innej ścianie. - zaproponował pani Janinie zziajany pan Eugeniusz - A pani zrobiłaby mi w tym czasie kawki, dobrze?
- Tak, tak… - zaczęła pani Janina, ale zanim zdążyła dodać do tego “oczywiście” wtrącił jej się Władysław:
- Nie, mamusiu. Jeśli chcesz mieć dziurę w tej ścianie, to powinnaś ją mieć. Zasłużyłaś sobie na to.
- Ale Władysławie, to nie musi być ta ściana, jeśli ona sprawia kłopot. - odparła pani Janina, próbując uśmiechem ukryć zakłopotanie.
- Chłopcze, tu po prostu nie da się wywiercić otworu. - dodał pewny siebie pan Eugeniusz.
- Ja spróbuję, mam elegancką, zieloną wiertarkę. - odpowiedział im Władysław, na którego twarzy zaczął malować się wyraz zacięcia, jakby traktował to zadanie bardzo poważnie.
- Władysławie - zaczął stanowczo pan Eugeniusz, który wciąż stał na krześle. Nerwowo zakręcił wąsa, po czym kontynuował:
- Maluję, piłuję, skręcam i wiercę już od trzydziestu lat. Mam doświadczenie, wiedzę i wszystkie potrzebne narzędzia. Moja wiertarka służy mi dłużej niż ty jesteś na świecie i nigdy mnie nie zawodzi. Jeśli nie mogę się wwiercić w tą ścianę, to znaczy, że nikt się w nią nie wwierci.

Władysław w odpowiedzi na te słowa nic nie odpowiedział, tylko ściągnął brwi, zacisnął pięści, odwrócił się i poszedł zdecydowanym krokiem do swojego pokoju. Po chwili wrócił trzymając wiertarkę i pudełko z wiertłami. W międzyczasie pan Eugeniusz zszedł z krzesła i zaczął sprzątać ze stołu swoje rzeczy. Władysław stanął obok niego, położył na stole wiertła, podniósł trzymaną wiertarkę na wysokość twarzy i z malującym się na twarzy wyrazem zacięcia zaczął przygotowywać ją do użycia. Jego sprzęt w porównaniu z wysłużonym narzędziem pana Eugeniusza wyglądał jak plastikowa zabawka - dużo lżejszy, mniejszy, niemal nieużywany i wykonany z wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Pomimo tego, że wiertarka Władysława była praktycznie nowa, różniła się wyraźnie od popularnych modeli sprzedawanych w sklepach, wyglądała jakby stylizowana była na sprzęty z XIX wieku. To niecodzienne narzędzie zdziwiło nieco fachowca, jednak nie dał on tego po sobie poznać.

Władysław kończył instalować wiertło. Nie robił tego z takim znawstwem i pewnością siebie, jak pan Eugeniusz, ale widać było po nim emocje, które mogłyby towarzyszyć bokserowi przed bardzo ważną walką. Był w pełni skupiony, ale jednocześnie poddenerwowany. Zadziwiające dla niego było to co czuł - pewną magię, której nigdy nie doświadczył będąc odźwiernym w kościele, ani ochroniarzem na parkingu, ani listonoszem, czy też sprzątaczem ulic. Był to bardzo przyjemny dreszcz podniecenia, czuł że trzymając tak wiertarkę robi to, do czego został stworzony. Miał wrażenie, że w końcu okiełznał swój los i że zaczyna w pełni przejmować kontrolę nad swoim życiem. Czuł, że trzymając tak wiertarkę ma prawdziwą moc.

Kiedy skończył montować sprzęt, ruszył w stronę krzesła. Gdy przechodził obok pana Eugeniusza, ten zatrzymał go i kładąc rękę na jego ramieniu i powiedział bardzo poważnie:
- Ty chyba nie wiesz co robisz, synu.
Władysław spojrzał fachowcowi głęboko w oczy. Stali tak przez chwilę nieodrywając od siebie wzroku, po czym chłopak strącił rękę pana Eugeniusza, odwrócił się od niego i wszedł na krzesło.

Wszystkiemu przyglądała się poddenerwowana pani Janina, która zupełnie nie wiedziała co ma sądzić o całym zajściu. Nie mogła wiedzieć - była w końcu kobietą, a żadna kobieta nie zrozumie czym dla prawdziwego mężczyzny, takiego jak pan Eugeniusz, czy jej syn Władysław, jest podważanie racji i wieloletniego doświadczenia przez innego mężczyznę. Nie docierało do niej, że wiercenie otworu zamieniło się w walkę o pozycję i szacunek. Nie rozumiała tego tak samo, jak żaden mężczyzna nie zrozumie czym dla prawdziwej kobiety jest troska o gospodarstwo domowe, czyli czynności sprzątania, prania i robienia kanapek.

Władysław przyłożył wiertarkę w miejsce, gdzie była zadarta przez pana Eugeniusza tapeta, ściągnął brwi i wcisnął spust. Wiertarka wydała wysoki dźwięk, a wiertło zaśpiewało melodyjnie, gdy wwiercało się w ścianę niczym w masło. Nie upłynęły trzy sekundy, jak Władysław skończył robotę.

Odwrócił się w stronę pana Eugeniusza i patrzyli na siebie przez chwilę w milczeniu. W końcu fachowiec nerwowo spakował swoją torbę do końca i wyszedł, rzucając tylko krótkie “Do widzenia pani” w kierunku pani Janiny.

Pani Janina spojrzała ze łzami w oczach na stojącego na krześle Władysława, który wbijał w nią wzrok. Z jego oblicza zniknął wyraz skupienia i powróciło standardowe, bezmyślne spojrzenie.
- Synku, co ty najlepszego zrobiłeś? - wykrztusiła z siebie kobieta, po czym wyszła nerwowo z pokoju.

***


0 komentarzy
komentuj



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki mundial 2010 rpa życzenia z okazji urodzin