
W miesiąc po tym jak Władysław wszedł w posiadanie swej wiertarki, kamienicą w której mieszkał wstrząsnęła tragedia - jakiś wariat wtargnął do mieszkania pani Wiesławy Szymańskiej z drugiego piętra, przyjaciółki pani Janiny i zadźgał ją widłami. Psychopata chciał jedynie okraść tę kobietę, jednak ona zaczęła stawiać opór. Uzbrojony napastnik nie wiedział, że stara Szymańska trenowała kiedyś rzuty nożami do celu w cyrku.
Wszystko działo się w środę rano. Pani Wiesława kończyła właśnie oglądać serial, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Niezbyt postawna kobieta wstała szybko od telewizora, myśląc że to listonosz z emeryturą. Zgodnie ze zwyczajem powinien on był już przyjść dzień wcześniej, jednak babka nie wiedziała, że zachorował na grypę i chwilowo brakowało osoby w zastępstwo. Spodziewając się, że to dobrze jej znany pan Fryderyk z kopertą pełną pieniędzy, bez namysłu otworzyła. Gdy zobaczyła przed sobą nieogolonego brudasa, trzymającego w ręku widły, zatkało ją. Zanim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, dostała od mężczyzny potężnego kopa w brzuch, wleciała do środka swojego mieszkania i upadła na podłogę. Napastnik podszedł do biednej Szymańskiej wijącej się na tanich płytkach PCV, którymi było wyłożone całe domostwo, pochylił się nad nią, szarpnął za włosy i krzyknął prosto w twarz:
- Gadaj gdzie masz pieniądze, bo zarżnę widłami!
Pani Wiesława była mu w stanie odpowiedzieć jedynie przeciągłym jękiem. Widząc nie najlepszy stan swojej ofiary wariat wstał, zamknął drzwi mieszkania od wewnątrz i ruszył na poszukiwania.
Domostwo, które naszedł, miało jedynie dwa pokoje. Dokładne przeszukanie pierwszego, polegające na wysypaniu wszystkiego z szafek i porozrzucaniu paru książek, zajęło mu niecałe pięć minut. Jedyną interesującą rzeczą, którą znalazł był srebrny krzyż wielkości dłoni. Schował go do pakownej kieszeni od spodni i zabrał się za poszukiwania w drugim pomieszczeniu. Nie mógł jednak znaleźć tam żadnych większych pieniędzy, jedynie drobne pizdrygały. Fakt ten okrutnie go frustrował, wszak listonosz Fryderyk miał zgodnie ze zwyczajem dostarczyć babce emeryturę dzień wcześniej. Psychopata nie wiedział jednak, że listonosz zachorował na grypę i chwilowo brakowało osoby w zastępstwo.
W drugim pomieszczeniu też przebywał pięć minut i właściwie miał zamiar kończyć swój napad, kiedy to poczuł okrutny ból promieniujący od środka pleców na całe ciało. Jakby ktoś wbił mu topór. Wygiął się w tył, niemal przewrócił, obrócił się i mając na twarzy wyraz okrutnego bólu zobaczył w drzwiach pokoju panią Wiesławę trzymającą trzy noże w lewej ręce. Babka podpierała się o framugę, ponieważ nie mogła ustać prosto po kopniaku który dostała, dodatkowo krwawiła obficie z ust i miała mocno stłuczoną twarz. Przełożyła jeden z noży do prawej dłoni i wykonała błyskawiczny rzut. Psychopata, z wbitym tasakiem w plecy nie był w stanie w pełni kontrolować swoich ruchów, udało mu się jednak minimalnie uchylić, przez co broń pani Wiesławy wbiła mu się w lewe ramię, a nie w samo serce. Wydał ze swojego przepitego gardła zwierzęcy okrzyk, zatoczył się i porwał stojące obok widły. Chwycił je w prawą dłoń, wycelował w babkę i ruszył w jej stronę. W tej chwili pani Wiesława rzuciła w jego kierunku kolejnym nożem, jednak z braku czasu na przycelowanie trafiła rywala w obojczyk. Nie zrobiło to na mężczyźnie większego wrażenia, wbiegł on z widłami w swoją ofiarę, przeszył ją na wylot i siłą rozpędu przewrócił razem z nią. Rany, które zadała mu pani Wiesława sprawiły, że wpadł w prawdziwy szał bojowy. Wstał szybko z podłogi i zaczął znęcać się nad kobietą wbijając w nią raz po raz swoją broń. Po kilku ciosach Szymańska była już martwa, leżała w kałuży krwi. Napastnik jednak musiał się wyżyć, zadawał kolejne ciosy. Po około minucie zabrakło mu tchu. Dotarło do niego, że narobił pewnie niesamowitego hałasu, dlatego rzucił się szybko w stronę wyjścia. Szał w którym się znajdował sprawił jednak, że nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo był wyczerpany całą tą walką i utratą krwi w wyniku odniesionych ran. Toteż, gdy tylko wyszedł na klatkę schodową, potknął się i zleciał z hukiem ze schodów. Tocząc się w dół zwinął się w bardzo nienaturalny kłębek, a krzyż pani Wiesławy, który miał w kieszeni ułożył się tak nieszczęśliwie, że wbił się w jego udo i po chwili z tego uda się wyrwał, rozrywając przy tym tętnicę. Dodatkowo tasak, który ciągle tkwił w plecach wariata zagłębił się w nich jeszcze bardziej. Wszystko to sprawiło, że zanim rozpędzony siłą grawitacji napastnik znalazł się na dole, stracił przytomność. Po trzech minutach już nie żył z powodu wykrwawienia.
***
Matka Władysława była kobietą o wąskich horyzontach, jej świat nie wychodził daleko poza mury kamienicy w której żyła. Dlatego tragiczna śmierć Wiesi Szymańskiej z drugiego piętra była dla niej tym bardziej bolesna. Ze względu na dużą zażyłość łączącą obie panie, pani Janina dostała po przyjaciółce całkiem duży obraz przedstawiający fajkę. Matka Władysława uznała, że to właśnie ten przedmiot najlepiej będzie przypominał drogą Wiesię, bo wisiał w pokoju w którym zwykły pijać herbatkę.
Zanim pani Janina podjęła decyzję, że w końcu przydałoby się obraz powiesić, stał on przez około tydzień oparty o ścianę. Ponieważ jej syn, Władysław, był akurat w pracy, postanowiła poprosić o pomoc pana Eugeniusza z kamienicy na przeciwko.
0 komentarzy
komentuj
komentuj
