la famiglia #6 Wszystko ma swój początek…
20/03/08, 23:18:57
kategoria: la famiglia
autor: zboon
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (4 oddanych, średnia: 5 na 5)
Loading ... Loading ...

lf07

Giovanni zostawił Antoniemu dokładne wskazówki gdzie znajdują się wszystkie dokumenty związane z działalnościa, którą prowadził. Wszelkie akty własności, kontakty wraz z ich opisami, pieniądze, broń… Wszystko… Okazało się, że starszy brat Antoniego miał nawet coś w stylu pamiętnika - duży, gruby, czerwony zeszyt, w którym pisał co sądził o poszczególnych przyjaciołach i wrogach swojej organizacji. Prawdziwe kompendium wiedzy. Dzięki tym zapiskom Antonio mógł się dużo nauczyć o praktyce gangsterskiej roboty. Młody Farmazone był także zaskoczony faktem jak mało wiedział o Giovannim. Cały czas, gdy Giova żył, jawił się w oczach Antoniego jako dobry braciszek, któremu dziwnym trafem wszystko się udawało, który potrafił wszystko załatwić paroma miłymi uśmiechami i dzięki jakiemuś posiadanemu przez siebie bożemu darowi. Teraz dowiadywał się, że za tymi uśmiechami stały groźby śmierci i wymuszenia, a ten boży dar to byli wierni ludzie rozsiani po całym mieście. Giovanni opisywał też po krótce swój hulaszczy styl życia, przygody z narkotymi i dziwkami. Twarz Antoniego przeszył grymas złości i zawodu - w życiu nie spodziewał się, że jego dobry, starszy brat mógł kalać krew rodziny Farmazone świństwami przeznaczonymi dla jakichś godnych rynsztoka, słuchających reggae, podludzi.

Część dokumentów dotycząca samochodów, mieszkań, zakładów cukierniczych, klubów nocnych - ogółem wszystkiego, co należało do Giovannego i co dałoby się spieniężyć - trafiała do Riccardo. Miał on dopilnować, by węgierski prawnik Giovy, Ferenc Egészségügy, nie wykiwał ich, gdy będą spieniężać majątek. Ferenc przebywał akurat na wykładach w Stanach, nie było więc nawet możliwości zbytniego konsultowania z nim planów sprzedaży.

***

Trzy dni od spotkania z Arturem i Małpą ponad dwudziestoletni, czarny Mercedes 190 podjechał pod jedno z publicznych liceów. Kierowcą i jedynym pasażerem zarazem był Antonio. Postanowił, że będzie jeździł najskromniejszym z aut odziedziczonych po bracie. Chodziło ono nawet cicho i dobrze, ale nie posiadało takich przydatnych gangsterom atrybutów, jak na przykład pancerne szyby. Za to był to diesel - trochę tańszy w utrzymaniu. W dodatku nie zwracał na siebie specjalnie uwagi.

Antonio zaparkował na chodniku. Odbierał Gigi ze szkoły. Jak co dzień wysiadł z auta i oparł się plecami o swój wóz, po czym zapalił papierosa. Tradycyjnie był chwilę przed dzwonkiem. Gdy ten zadzwonił, przed szkołą zrobiło się tłoczno. Jego podopieczna jak zwykle nie spieszyła się za bardzo. Nie lubiła go i nie miała dobrego zdania o Antonio (co niedługo miało się zmienić).

W momencie, w którym Antonio dostrzegł Gigi w tłumie młodzieży, ruszył do niej, uśmiechając się nieznacznie.

Nagle z prawej strony dobiegł go prawdziwy grom - przeraźliwy krzyk kogoś znajomego: “Uwaga, on ma broń!”. Antonio stanął jak wryty, odwrócił się i zobaczył wysokiego bruneta z pistoletem w opuszczonej ręce. Spojrzał w oczy napastnikowi. Zaskoczyło go to, że nie czuł strachu, choć stał na przeciwko kogoś, kto przyszedł by go prawdopodobnie zabić. Stał i patrzył się. W tym momencie wśród licealistów wybuchła prawdziwa panika. Część padła na ziemię zasłaniając głowy, część zaczęła biegać, potykać się, przewracać, krzyczeć. Prawdziwy chaos. W plątaninie wrzasków, szaleńczego biegu i okrutnego strachu były tylko dwa stałe, spokojne punkty - Antonio i uzbrojony zabójca jego brata, Vlad, znajdujący się na wprost niego. Stali i patrzyli sobie głęboko w oczy. Po upływie paru sekund morderca Giovanniego odwrócił się, schował pistolet i odszedł.

Mimo, że człowiek z pistoletem zniknął, ucznion liceum zajęło trochę czasu, zanim się uspokoili. Antonio podszedł do rozstrzęsionej Gigi, złapał ją za ramię i poprowadził do samochodu. W drodze do auta powiedział jej jeszcze coś w stylu: “Już wszystko dobrze”, po czym pomógł jej wsiąść na miejsce pasażera. Odwrócił się jeszcze w kierunku, gdzie stał Vlad i zobaczył tam swojego znajomego, tego który dzwonił do niego niedługo po rozmowie z Arturem i Małpą - Karla. To Karl krzyknął owo “Uwaga, on ma broń!”. To Karl go uratował. Go? Czy aby na pewno? - przez głowę Antonia zaczęły przewalać się pytania. Zawiesił na chwilę nieobecny wzrok na Karlu, po czym usiadł za kółkiem i odjechał.

W drodze do domu Gigi, choć przeważnie narzekała na głos jak najęta, na szczęście siedziała cicho. Antonio mógł skupić się na swoich myślach - próbował zrozumieć to, co się stało i dochodził do wniosku, którego najbardziej się obawiał - napastnik nie chciał go. Gdyby tak było, to po prostu wymierzyłby w Antonia i pociągnął za spust. Morderca po prostu czekał na moment, gdy Antonio podejdzie do Gigi. Przybył tam, nie po to by go zabić, ale by zmusić do działania. Chciał powstrzymać Antonia od sprzedaży majątku jego świętej pamięci brata… Śmierć Gigi na pewno wymagałaby pomsty. W momencie, gdy Antonio ruszył w stronę swojej bratanicy, zabójca wyjął broń… On nie wiedział jak wygląda Gigi i dlatego musiał czekać na spotkanie. Na szczęście ktoś zauważył pistolet… Kto? Karl. O losie słodki, jak dobrze, że on się tam znalazł… Szczęśliwy zbieg okoliczności? Bzdura, to nie mógł być przypadek. Karl nie robi przypadkowych rzeczy.

Po przyjeździe do mieszkania Antonio poprosił Gigi, by poszła pooglądać telewizję, a on sam wykonał dwa telefony.

Pierwszy do Karla:
- Cześć Karl, miałeś rację… Dzwonię szybciej niż sam się spodziewałem.
- Nie szkodzi. Dopiero zaczynasz zajmować się TYMI interesami. Będziesz dobry, widziałem to dzisiaj. Zero strachu, zero emocji.
- Przyjedź do mnie dzisiaj o 22:30, ok?
- Dobra, będę.

Drugi do Riccardo:
- Cześć Riccardo.
- No siema - odpowiedział mu znudzony głos.
- Przestań zastanawiać się nad sprzedażą tych nieruchomości. Pobawimy się inaczej. Stało się coś złego. Bądź u mnie o 23:00, ok? - kontynuował Antonio
- Niech ci będzie.
- Zadzwoń po Artura, Luke’a, Ferenca i Małpę.
- Ferenc jest w Stanach… Nie dojedzie.
- Ale chcę, żeby tu przyleciał najszybciej jak się da. Z nim mogę spotkać się jutro.
- No zadzwonię po niego. Ale na co ci Małpa? Przecież to jest pikuś w porównaniu do pozostałej trójki. - Riccardo spytał wyraźnie nie rozumiejąc.
- Musimy go czegoś nauczyć. - odparł Antonio stanowczno
- Czy ty myślisz, żeby go…. - w głosie Riccardo dało się słyszeć poddenerwowanie
- Nie wiem jeszcze co myślę. Niech przyjadą o północy.
- Ok, zaraz do nich będę dzwonić.
- Dzięki, to do zobaczenia.
- Cześć.

Wieczorem Antonio siedział przy komputerze. Tak jak u prawie każdego użytkownika internetu, jego systemowy zegar był synchronizowany z zegarami atomowymi. Chodził więc co najmniej dokładnie. W momencie gdy na ekranie pojawiła się godzina 22:30 odezwał się dzwonek do drzwi. Antonio powoli poszedł do przedpokoju i otworzył. To był Karl. Punktualny jak śmierć. W jego fachu wypełnianie obowiązków Pani Śmierci było koniecznością.

Karl miał długie włosy związane w kucyk. Był dokładnie w wieku Antonia, choć wyglądał młodziej ze względu na fakt iż był wyższy i szczuplejszy. Z ciemnymi okularami na nosie, w czarnej koszuli i eleganckiej, skórzanej kurtce sprawiał wrażenie osoby kompetentnej i godnej zaufania.

Wymienili w milczeniu uścisk dłoni.
- Punktualny jesteś - zauważył Antonio.
- Nie można być profesjonalistą tylko od ósmej do szesnastej. - Odpowiedział Karl, po czym zaśmiał się serdecznie. Takim samym serdecznym i wesołym śmiechem, jakim śmiał się parę lat temu, gdy w liceum razem z Antoniem podpalali samochód znienawidzonemu nauczycielowi bioglogii. Już wtedy było widać, że jest trochę nienormalny. Cóż, normalni ludzie nie zabijają za pieniądze…

Kiedy weszli do salonu, tego samego, w którym Antonio przyjmował Artura i Małpę, kiedy już usiedli, Karl spytał:
- Więc jak, nie chcesz już pokoju? Będzie wojna?
Antonio chwilę milczał. Wiedział, że jego życie zmieni się z tą chwilą diametralnie. Właśnie teraz przestawał być Antoniem, studentem jakiegoś nie do końca poważnego kierunku. Dokładnie w tej chwili, tak jak iluzjonista zamienia jedną kartę w inną, on zmieniał się w Antoniego Farmazone, głowę organizacji przestępczej. Wiedział, że za moment będzie musiał zdecydować o śmierci pierwszego człowieka… Poczuł zimny dreszcz biegnący po plecach.
- Pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. Ja nie znam pojęcia pokoju za wszelką cenę. - Odpowiedział z powagą w pełnym tego słowa znaczeniu. Z tymże to nie była taka powaga, jaką pokazuje na przykład prezydent podczas orędzia do narodu, nie - to była powaga człowieka, którego całe dotychczasowe życie, cały świat dokonywał zwrotu o sto osiemdziesiąt stopni. I to nie tylko świat go otaczający, ale również większość zasad, którymi się dotychczas kierował. W tej chwili umierała jego pewna część po to, by inna mogła żyć. Inna część i Gigi. Robił to dla niej. Dla młodej, niebiańsko pięknej Gigi. Ona była jego aniołkiem, o którego musi się troszczyć i robił to dla niej. Musiał ukarać tych, którzy chcieli mu ją odebrać.
Mówił dalej.
- Karl, chciałbym Ci podziękować za to, co zrobiłeś dla mnie. Uratowałeś dzisiaj życie mojej bratanicy - Gigi. Ona jest dla mnie wszystkim… Nie mam już innej rodziny.
- To nie krew, która płynie w żyłach świadczy o tym, czy jest się rodziną, czy nie. Prawdziwa rodzina to przede wszystkim uczucia. Zaufanie, zdolność do poświęceń, oddanie i przede wszystkim bezwarunkowa miłość. Jeśli chcesz, by twoja organizacja działała sprawnie, mów i myśl o niej jak o rodzinie. Będziesz mógł jej poświęcać całe swoje życie i nikt nie powie, że jesteś pracoholikiem. Wręcz przeciwnie - będziesz człowiekiem zajmującym się swoją Rodziną. Słusznie zauważyłeś, ten zabójca, Vlad, był tam dzisiaj po Gigi. Gdzie ona teraz jest?
- W bezpiecznym miejscu. - odpowiedział uśmiechając się lekko Antonio - W pokoju obok, ogląda film na swoim laptopie.
- Powiedziałeś jej, żeby nam nie przeszkadzała?
- Tak. Wiesz, do dzisiaj jeszcze była humorzastą nastolatką. Widok pistoletu zrobił na niej wrażenie. Chyba do niej dotarło, że już nie będzie żyć tak jak dawniej.
- Wiesz kto to był, gość kto chciał ją zabić? - spytał Karl
- Nie.
- To był Vlad. Rosyjski najemnik. To on zamordował twojego brata. Oczywiście tylko dlatego, że ktoś inny mu za to zapłacił. Jak do ciebie dzwoniłem po raz ostatni, to już to wiedziałem. Kiedy się rozłączyłeś, mówiąc że wszystko sprzedajesz, wiedziałem, że komuś z twoich bliskich będzie groziło niebezpieczeństwo. Tak to działa w tym świecie. Kiedy powiedziałeś o swoich zamiarach ludziom twojego brata?
- Tuż przed twoim telefonem.
- Opowiedz mi dokładnie jak wyglądała ta rozmowa.
Antonio opisał bardzo szczegółowo Karlowi przebieg całej konfrontacji z Arturem i Małpą. Nie tylko to, o czym mówili, ale również ich zachowanie i to, co dali po sobie poznać. Ponieważ doskonale potrafił oceniać ludzkie uczucia, nawet po najmniejszych grymasach, wraz z Karlem bez trudu doszli do odpowiednich wniosków.

***

- Wszystkim zebranym powiemy, że Karl jest kierowcą. Będzie on stał za mną i obserwował zachowanie Małpy. Ciągle nie jestem pewien co zrobić z tym gościem. Podejrzewam, że jak zobaczy na swoich kolanach mózg Artura, to przekona się do nas. - mówił Antonio zupełnie spokojnym głosem, gdy przerwał mu Riccardo:
- Nie podoba mi się to zabijanie. - Powiedział to z charakterystycznym dla siebie sceptycyzmem.
- Spoko, idzie się przyzwyczaić. - Odpowiedział Karl pogodnie. Zupełnie jak szambonurek, który polubił swoją robotę.
- Riccardo, zadzwoń po jeszcze jednego kierowcę. Powiedz mu, że dostaje pięćdziesiąt procent podwyżki. Ktoś musi odwieźć Luke’a. - powiedział Antonio, po czym dalej kontynuował:
- Nie chcę żeby ludzie mojego brata próbowali podskakiwać. Egzekucja Artura na pewno odstraszy tych, którzy chcą czegoś próbować, ale dodatkowo każdemu z kim będziesz rozmawiał obiecuj pięćdziesięcioprocentowe podwyżki.
- Dobra.
- Zrób to teraz, bo została już niecała godzina do północy, do przyjścia Artura, Małpy i Luke’a. Co powiedział Ferenc, jak do niego dzwoniłeś? Kiedy będzie? - Antonio mówił głosem zdradzającym, że zaczyna świetnie się wczuwać w rolę szefa.
- Ferenc spotka się z tobą jutro wieczorem.
- Świetnie.

Karl, Riccardo i Antonio uzgodnili jeszcze szybko we trzech zasady ich współpracy. Postanowili, że Riccardo zajmie się finansami organizacji Antonia, natomiast Karl będzie osobistym ochroniarzem, doradcą, a kiedy zajdzie potrzeba - również człowiekiem od brudnej roboty. Riccardo początkowo miał pewne opory przed wkroczeniem w przestępczy świat, jednak Antonio wiedział jak do niego przemówić. Mianowicie, kiedy Riccardo usłyszał ile będzie zarabiać, wszelkie jego wątpliwości zostały rozwiane. Otóż miał dostawać tyle pieniędzy, ile będzie chciał. Tak samo Karl. Antonio wiedział, że tym dwóm musi w pełni zaufać. Chciał też sprawić, by tak samo oni zaufali mu. W końcu mieli być jak rodzina.


2 komentarzy
komentuj

o, fabuła :D very nice :D

03.21.08 @ 14:04:16 zv:

gdzie tu pizza?;)

03.21.08 @ 23:54:03 KcH:



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki Randki Internetowe, anonse tapety anime Bloczki samokopiujące Odszkodowania komunikacyjne