
Wkurzają mnie te wszystkie parady. To jest jakieś zezwierzęcenie i z normalnością i wolnością słowa ma to tyle wspólnego co wiosenne porządki z ceną brazylijskiej kawy.
Nikt normalny na takiej paradzie się nie pojawia, co więcej nikt nie będący ofiara takiego właśnie rozkładu normalnego naszego społeczeństwa nie powinien na to przyzwalać. Zgoda bowiem na to, aby patologia była manifestowana, a nie potępiana, jest występowaniem przeciw całemu społeczeństwo.
W dobie politycznej poprawności i jednostronnej tolerancji każdy, z byle powodu może zakłócać ruch miejski i siać zgorszenie pośród reszty społeczeństwa. Ich powinno się leczyć, a nie tolerować.
Nie wyobrażam sobie nawet co powiedziałbym za kilka lat dziecku, gdyby, widząc taką zdegenerowaną manifestację, zapytało się: tato, a dlaczego oni manifestują?
Ale władze pod presją różnych środowisk przymykają oczy na stan rzeczy i nie zakazują manifestacji tych dewiantów.
I aby pozostać wiernym normalności - należy zadać sobie jedno niesamowicie istotne i ważne pytanie: PO CHOLERĘ WIELKA PARADA STUDENTÓW?
źródło obrazka: http://www.polibuda.info, wielka parada studentów AD 2005
0 komentarzy
komentuj
komentuj

