La famiglia #4 Smutne oczy
18/12/07, 19:35:37
kategoria: la famiglia
autor: nieo
PrzeciętnyDaje radęDobrze jestBardzo dobryJa walę! (3 oddanych, średnia: 4.67 na 5)
Loading ... Loading ...

smutne oczy
Co właściwie stało się z Antonio po śmierci brata, tego pewnie nawet on sam nie wiedział. Wszystkie te wydarzenia miały miejsce na długo przed spotkaniem lekarza, przed rozpoczęciem i rozkwitem bandyckiej kariery…

W pustym mieszkaniu, którego jedyną zawartością była sterta książek i duszący zapach dymu papierosowego, siedział jak palec sam, zupełnie sam. Wszystkie popielniczki były tak przepełnione, że pety wysypywały się na stary i zniszczony stół. W kieliszkach i butelkach pełno było wypalonych papierosów. Myślał, że nic nie będzie w stanie tego wieczora go zaskoczyć, aż tu nagle, tak szybko jak padają słowa: ‘bileciki do kontroli’ zadzwonił telefon. Aparat stał na ziemi, więc Antonio musiał się nachylić, jego głos nie mógł brzmieć naturalnie.

- Dobry wieczór, czy to pan Antonio Farmazone, brat Giovanniego? - usłyszał z słuchawki.
- Taaak… - głos Antoniego zadrżał
- Pański brat… Giovanni… Został on znaleziony martwy w swoim apartamencie. Bardzo mi przykro.

Jego twarz zamarła. Nie pomyślał nawet przez chwilę o niczym innym, tylko o tym, że w mieszkaniu, które kupił mu brat, jest zamknięta Gigi i że może nie wiedzieć o tym co się stało.

Antonio nie doszedł do wielu rzeczy, ale zawsze był bardzo uczciwy. Był całkiem zaradny i inteligentny, zawsze miał wszystko zaplanowane, nawet czasem tych planów się trzymał. Nie uczył się dla ocen, ale po to aby wiedzieć i rozumieć. Nie kradł, nie kapował, nie zabijał. Można było o nim powiedzieć, że cechowała go wyjątkowa szlachetność i dobroć.
Nikt nie wiedzieć czemu nie zaczepiał go na ulicy i nawet w białych adidasach wpuszczali go do modnych klubów. Podejrzewał, że wszystko zawdzięcza swojemu bratu, mimo iż Giovi wielokrotnie zapewniał go, że skończył z nieuczciwym życiem. W końcu jego brat był poważnym biznesmenem.

Antonio nie miał nawet własnego mieszkania. Zniszczone M-3 po rodzicach w starej dzielnicy służyło mu do czytania książek i spotkań ze znajomymi, a mieszkanie dane przez brata było jego noclegownią i więzieniem dla jego młodocianej córki. Poprzedniego wieczora strasznie się z nią pokłócił, bo ta chciała wyjść z domu ubrana jak dziwka.

Założył skórzaną kurtkę - świąteczny prezent od brata i zbiegł złapać autobus, tak aby jak najszybciej zobaczyć Gigi. Wybiegł z klatki wprost na czwórkę policjantów, którzy zamachali legitymacjami i poprosili o dokumenty.

DWA DNI PÓŹNIEJ

Płacz Gigi kłuł w jego serce jak bagnet od kałasznikowa. Siedziała, nie chciała nic jeść, nie zmrużyła poprzedniej nocy oka. W salonie stało jeszcze kilka osób, wszyscy z posępnymi twarzami i spuszczonymi głowami. Wszelkie formalności zostały dochowane, za trzy dni Giovi zostanie pochowany tak, jakby był prezydentem, czy generałem. Cały czas do mieszkania przychodzili ludzie z wypchanymi gotówką kopertami. Antonio nie wziął żadnej z nich. Brzydził się tą brudną forsą. Wiedział, że wśród wszystkich odpicowanych buraków w świecących butach i odpustowych koszulach są też tacy, którzy niosą ciężar współodpowiedzialności za śmierć jego brata. Nie mówił ani słowa.

Wśród zgromadzonych, tylko Riccardo chciał coś powiedzieć, ale zamilkł, gładząc się po brodzie. Nikt jak on nie robił bałaganu odwiedzając swoich znajomych w stolicy, lecz tym razem wszystko było wzorowo posprzątane. Wszyscy, którzy go znali wiedzieli, że myśli o tym wszystkim tak intensywnie jak się da i że zaraz zaproponuje coś, co będzie najlepszym rozwiązaniem. Riccardo zawsze miał dobre pomysły, a wystarczyła mu sama idea, żeby zrobić coś wielkiego. Wpadały mu w ręce rzeczy, którymi handlował zbijając na nich pieniądze, które uczciwym ludziom wydawały się wielkie. Pasowałby do tych, przychodzących z kopertami, ale był ulepiony z tej samej gliny co Antonio. Był człowiekiem honoru, przesadnie uczciwym, dobrym i wiedzącym jak się zachować.

Kiedy wszystko się skończyło, goście rozeszli się, zabierając Gigi, zostawiając Antonio samego, samego z jego smutnymi oczami. Riccardo rzekł coś na ucho panu A. i wyszedł z mieszkania. W najmniej oczekiwanym momencie zabrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi…


3 komentarzy
komentuj

Nieo - respekt.
Cały czas myślałem że to zboon napisał - a tu miłe zaskoczenie.

12.18.07 @ 21:54:44 veida:

wiesz, az chcialoby sie zacytowac: ‘czasy sie zmieniaja…’

12.19.07 @ 17:31:49 nieo:

tekst spoko, ale grafa marna w porównaniu do poprzednich odcinków - czekam niecierpliwie na kontynuację

12.24.07 @ 12:40:21 qba:



komentuj

(pole wymagane)

(pole wymagane, nie będzie wyświetlene)




Beton Ząbki restauracje warszawa części samochodowe amortyzator Kredyty hipoteczne ogrodzenia plastikowe lokaty