
Zaczynał się trzeci set. Ulubiona drużyna siatkarska pana Mieczysława prowadziła już 2:0. Choć na czarnobiałym, dwunastocalowym telewizorku ciężko było dostrzec piłkę, pan Mieczysław oglądał mecze z lubością. Jako ochroniarz nie mógł pozwolić sobie na zbyt wiele innych rozrywek w trakcie pełnienia dyżuru. Siedząc przed telewizorkiem i paroma monitorami pokazującymi widok z kamer umieszczonych na zewnątrz luksusowego apartamentowca dorabiał do marnej żołnierskiej emerytury. Niezbyt dziarski, brzuchaty ochroniarz miał za zadanie dzwonić po policję, gdy działo się coś dziwnego, pytać obcych, czego szukają, gonić chuliganów i mówić lokatorom “Dzień dobry”.
Nudziło mu się niesamowicie. Osiem godzin siedzenia, plus krótki obchód co godzinę. Tak wyglądały nocki. Dzień w dzień za ladą w niewielkim, wyłożonym marmurowymi płytami holu. Gdy zaczęła się pierwsza przerwa techniczna meczu, przy stanie 8:5 dla jego siatkarzy, rozłożył się wygodniej w krześle. Wtedy, w jednym z ekranów zauważył dwójkę dzieciaków szykujących się do nasmarowania czegoś sprayem na ścianie budynku, który ochraniał. Zerwał się, wcisnął przycisk wzywający pomoc i ruszył szybko do wyjścia. Wyglądał trochę jak pędzący hipopotam. By dotrzeć do wandali musiał skręcić za róg budynku.
Vlad - wysoki, krótko ogolony brunet, o jasnej karnacji i lekko skośnych, brązowych oczach, jak zobaczył wypadającego i pohukującego na zatrudnionych przez niego chuliganów ochroniarza, zdecydowanym krokiem wszedł do apartamentowca. Najwyższy poziom dwudziestopiętrowego budynku w całości należał do jego ofiary. Rosyjski najemnik szybko wszedł po schodach. Stojąc przed drzwiami błyskawicznie wyrównał oddech i zaczął nasłuchiwać. Drzwi były bardzo grube, nie dochodził zza nich żaden dźwięk. Trzydzieści minut wcześniej przybył mieszkający za nimi cel - Giovanni, posiadacz kilku dyskotek, klubów nocnych i burdeli, trudniący się dodatkowo sprzedażą oraz leasingiem aut, a także handlem artykułami cukierniczymi. Cel przyjechał wraz ze swoją kochanką.
Vlad, nie zwlekając ani chwili dłużej, zaczął oglądać dokładnie zamek. Wyjął składany wytrych i kilkoma perfekcyjnymi ruchami otworzył apartament. Wszedł do przestronnego przedpokoju. Światło było zgaszone. Po lewej mieściła się garderoba, a na drugim końcu otworem stały drzwi łazienki. Wyraźnie usłyszał dobywający się z niej kobiecy chichot, głos Giovanniego prawiącego sprośne uwagi i chlupotanie wody w wannie. Rosjanin nie chciał zabijać kobiety. Widział ją, gdy przybyła z jego celem - była bardzo urodziwą brunetką. Miał całą noc na wykonanie zadania, nie było więc potrzeby się spieszyć. A ponieważ był profesjonalistą najwyższej klasy, uwielbiał działać w sposób zaplanowany - uderzać po cichu w najlepszym do tego momencie, tak by nie znalazł się żaden świadek, żaden dowód, ani żadna zbędna ofiara. Zleceniodawca zasugerował, by upozorować wszystko na samobójstwo. Nie powinno to być trudne, bo Giovanni miał zwyczaj ostro zaćpać od czasu do czasu i pozabawiać się z kochanką lub jakimiś eksluzywnymi dziwkami. Zupełny brak profesjonalizmu - być gangsterem w stanie wojny i bawić się w takie głupstwa.
Giovanni miał piętnastoletnią córkę Gigi, która przyszła na świat gdy był szesnastolatkiem, jako skutek przesadzonego poczucia dorosłości i powód dla którego musiał zacząć zarabiać w nielegalny sposób. Jej narodziny zmarnowały mu kilka lat życia i nie chciał, by jego córeczka mogła kiedykolwiek popełnić podobne głupstwo. Dlatego, gdy nie mógł sam jej pilnować, wysyłał ją do swojego młodszego o dziesięć lat brata - Antonio. A ponieważ Gigi była jak lśniące jasnym blaskiem, dziewicze i niewinne piękno w czystej postaci - chętnych do zabawienia się z nią wciąż było wielu. Giovanni i Antonio zawsze jednak bardzo brutalnie ochładzali zapał zbyt nachalnych adoratorów.
W łazience odezwał się telefon. Chichot ucichł, zabrzmiał donośny głos Giovanniego. Vlad słyszał strzępy rozmowy: “…oj, Gigi, skoro Antonio tak mówi, to widać, że nie powinnaś… Nie mów tak o nim, to twój wujek!… Może ma rację, że się nieodpowiednio ubrałaś… Słuchaj, przyjadę jutro, mówiłem ci że mam dzisiaj pracowitą noc… Dobra, pogadam z Antonio, żeby cię wypuścił”.
Rozmowa się skończyła, za moment Giovanni zaczął kolejną: “Antonio, co ona zrobiła?… Dobrze, że zamknąłeś ją w tym pokoju, ona wie, że ma się tak nie ubierać… Powiedz jej, że prosiłem cię, żebyś ją wypuścił, ale nie zrobisz tego, dopóki nie odrobi lekcji… Mówi, że nie ma nic zadane? Powiedz, żeby ku*** nie kłamała… Pytasz, jak moje spotkanie? No… wiesz, zaraz do mnie przyjdą ci goście od fuzji omawiać nowe warunki. Dzięki, Młody, że ją wziąłeś, bez tego nie mógłbym porozmawiać z tymi kolesiami… Dobra, cześć, pilnuj Małej, dzięki”.
Po tym pożegnaniu z łazienki znowu dało się słyszeć dźwięki rubasznej zabawy. Vlad zaczął obawiać się o prawdziwość informacji, że Giovanni będzie tego dnia tylko z przyjaciółką. Zadanie znacznie by się skomplikowało, gdyby wpadło tu dodatkowo paru biznesmenów.
Zadzwonił domofon. Niedobrze. Najemnik szybko ukrył się w szafie, położył na podłodze i przykrył jakimś materiałem. Gangster wyskoczył z łazienki i kazał dzwoniącemu ochroniarzowi wpuścić gości. Vlad słyszał z ukrycia, że jego cel ubiera się. Kilkadziesiąt sekund potem odezwał się dzwonek do drzwi. Goście na zewnątrz zachowywali się bardzo głośno. Paru mężczyzn i trochę więcej kobiet. Giovanni otworzył im, po czym powitał go głos, którego barwa i ton kiepsko świadczyły o intelekcie mówiącego: “Siemanko, stary! Mam dziwki i koks, tak jak lubimy, nie ku***?”.
Uszu ukrywającego się w garderobie zabójcy dochodziły głosy kilku panienek i trzech facetów. Ich prostackie rozmowy sprawiały, że Vlad zaczął poważnie wątpić w to, czy spotkanie miało na celu uzgadnianie warunków czegokolwiek.
Co za wieśniak! - myślał rosyjski najemnik - Jak on mógł naściemniać swojemu bratu? Jak taki idiota mógł się czegokolwiek dorobić?
Jego rozważania przerwały nagle rozlegające się gwizdy i głośne okrzyki podziwu. To kochanka Giovanniego wyszła z łazienki nago i w całej okazałości stanęła przed przybyszami. W ten sposób zdecydowanie przyspieszyła początek zabawy.
Vlad przez kilka godzin słuchał okrzyków i dźwięków świadczących o odbywającej się w apartamencie orgii z dużą ilością różnych narkotyków i alkoholu. Jako gorliwemu chrześcijaninowi, robiło mu się wyjątkowo niedobrze. Plus był taki, że nie będzie miał żadnych skrupułów, by zabić lekkomyślnego playboya, który zdradza swoją żonę i, co najgorsze, okłamuje rodzonego brata. Nie będzie nic prostszego. Kiedy wszyscy pozasypiają wymęczeni wielogodzinną, napędzaną narkotykami, zabawą, on spokojnie wyjdzie i po prostu udusi ofiarę we śnie. Balangowicze będą spać jak zabici i przez kilka godzin nie będzie szans, by się zorientowali, że jeden z nich stał się naprawdę martwy. W ciele zamordowanego zostaną znalezione olbrzymie ilości narkotyków, specjaliści od sekcji zwłok bardzo szybko orzekną paraliż płuc, czy coś w tym stylu. Nikomu przez myśl nie przejdzie, by Giovanniemu miano pomagać przedostać się “na tamten” świat.
***
Następnego wieczora Antonio odebrał telefon.
- Dobry wieczór, czy to pan Antonio Farmazone, brat Giovanniego? - usłyszał z słuchawki.
- Taaak… - głos Antoniego zadrżał
- Pański brat… Giovanni… Został on znaleziony martwy w swoim apartamencie. Bardzo mi przykro.
4 komentarzy
komentuj
heh
dobre! przeczytałam jednym tchem! ale najbardziej zaskoczyło mnie to ze ‘Małą’ wychowywał brat tylko 6 lat starszy od niej.. a on się do niej nie dobierał?;pp
brat w sensie wujek,miałam na mysli
11.30.07 @ 11:08:19 gucha:takie rzeczy to tylko w Holandii, tam i ślub pewnie by dostali
12.03.07 @ 12:15:27 zboon:komentuj

(10 oddanych, średnia: 4.3 na 5)
a co z Mietkiem? złapał tych pajacy co po ścianach malowali?
11.14.07 @ 13:01:14 kluch: